Dare or death?
Dare or Death? Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Welcome to New Orleans
Autor Wiadomość
Mary Rosenthal








Wysłany: 14 Listopad 2017   Welcome to New Orleans
  
Mary Rosenthal

  

  
  
  
czarownik  ✕
19 lat/a    ✕
czaruje   ✕
magie

  



Przez całą drogę nie odzywała się praktycznie ani słowem chyba, że musiała, albo Kol o coś ją zapytał. W samochodzie trochę spała, jednak krótko i niespokojnie bo znowu zaczęły męczyć ją koszmary. Była zmęczona i słaba, a niepokój w jej sercu wciąż narastał. Nie była w stanie też nic przełknąć przez ściśnięty ze strachu żołądek.
Po kilku godzinach podróży, w końcu dotarli do French Quarter najstarszej i najpiękniejszej dzielnicy Nowego Orleanu wypełnionej ceglaną, pełną uroku zabudową. To tu znajdowała się większość atrakcji i to tu odczuwalny był unikatowy klimat tego miasta. Było to też miejsce popularne wśród zamieszkujących Nowy Orlean muzyków jazzowych, których gra wypełniała ulice ciepłymi dźwiękami popularnych swingów. Zatrzymali się przy Burbon Street, przed kamienicą, w której niegdyś mieszkała. Miasto mimo późnej pory wciąż tętniło życiem. Lekki wiatr mierzwił włosy młodej czarownicy, która spoglądała na ulice pełne ludzi . Słychać było głośne rozmowy, śmiech, muzykę płynącą z licznych barów. Kochała te urokliwe uliczki, gdzie matka nie pozwalała jej chodzić, te tłumy ludzi biorących udział w przeróżnych paradach: rozśpiewanych, tańczących mieszkańców miasta odzianych w kolorowe stroje. Niczym bajka. Głęboko do płuc zaciągnęła się świeżym powietrzem, przymykając przy tym oczy. Choć przez tą jedną krótką chwilę czuła się wolna.
Był koniec października, liście drzew zaczynały zmieniać swój kolor i opadać. Coraz częściej zrywał się wiatr oraz deszcz. Na niebie wirowało stado ptaków, które właśnie rozpoczynały podróż do ciepłych krajów. Pomyślała, że chciałaby być ptakiem i latać wśród przestworzy. Być wolnym duchem i nie przejmować się niczym, tymczasem było zgoła inaczej, bo znajdowała się przecież w ogromnym niebezpieczeństwie przez moc, która zaczęła ją zdecydowanie przerastać.
Nagle zerwał się potężny wiatr, zaraz po tym z nieba spadł deszcz. Dziewczyna stała niewzruszona, przyglądając się panice ludzi, którzy kryli się, byleby tylko nie zmoknąć. Tylko jedna para zdawała się nie przejmować pogodą. Uśmiechnęła się na widok zakochanych, którzy mimo wszystko śmiali się i tańczyli w deszczu. Szczęście od nich biło, mimo grzmotów, deszczu czy wiatru.
Carownica poczuła w sercu ukłucie zazdrości. Wiedziała, że być może nigdy nie zazna tych uczuć. Nigdy nie będzie tak szczęśliwa, jak ta para na ulicy.
- Kochałeś kiedyś kogoś?- zapytała niespodziewanie spoglądając na Kola. Ciekawość nakazała jej zadać takie pytanie, mimo iż rozsądek podpowiadał, że nie powinna była pytać o takie rzeczy, w końcu nie każdy lubił mówić o swoich uczuciach albo po prostu nie potrafił. Wszystko jedno, raczej nie spodziewała się, że dostanie jakąkolwiek odpowiedź. Mogła się jedynie domyślać, że przez tyle lat swojej egzystencji zdołał kogoś obdarzyć jakimś głębszym uczuciem.
_________________
Mary Rosenthal
'I'll put a spell on you, You'll fall asleep and I'll put a spell on you. And when I wake you, I'll be the first thing you see, And you'll realise that you love me'.
[mru]
 
   Podziel się na:  
Kol Mikaelson








Wysłany: 14 Listopad 2017   
  
Kol Mikaelson

  

  
  
  
wampir  ✕
22 lat/a    ✕
sianie zamętu   ✕
me

  



Z początku miał pewne wątpliwości co do tego, czy objawy utrzymujące się w Mystic Falls nie okażą się być czymś, co nie zniknie poza granicami miasteczka. Nie dałoby się raczej zaprzeczyć temu, że byłoby to dość spore utrudnienie - jakby sam cel ich podróży nie był wystarczająco trudny do zrealizowania. Co gorsza, niedziałający pierścień mógł w tym wszystkim okazać się najmniejszym problemem - trudności w kontrolowaniu głodu i emocji mimo wszystko mogły stać się znacznie bardziej problematyczne. Na szczęście już kilka chwil po przekroczeniu granicy miasta jakiekolwiek obawy w tej kwestii okazały się być niepotrzebne. Zraniona wcześniej dłoń zagoiła się, dokładanie tak, jak powinno się to stać już znacznie wcześniej, więc... na tej podstawie chyba można było wysnuć dość śmiałe wnioski, że nie trzeba było się niczym przejmować.
Pomijając oczywiście to, by z całej tej wycieczki przywieźć Mary żywą.
Ale to akurat było celem od samego początku, nie zaś jakąś dodatkową komplikacją.
Nowy Orlean znał dość dobrze. W końcu to właśnie jego rodzeństwo przyczyniło się do rozwoju miasta i w jakiś sposób z całą pewnością zapisało się - mniej lub bardziej trwale - w jego historii. Właściwie sam nawet lubił to miejsce, mimo że nigdy nie czuł się z nim aż tak silnie związany jak jego przyrodni brat. Mimo wszystko... nie sposób byłoby nie odnieść wrażenia, że tym razem przyszło mu znaleźć się w całkiem innym miejscem, niewiele mającym już wspólnego z tym, które znał. Nic zresztą dziwnego - ostatni raz był w Nowym Orleanie mniej więcej sto lat temu. Od tego czasu zmieniło się... w zasadzie wszystko. Gdzieś w powietrzu niewątpliwie wciąż dałoby się wyczuć klimat Nowego Orleanu, a jednak i tak trudno byłoby pierwotnemu powstrzymać lekkie zmarszczenie brwi, kiedy już wysiadł z zaparkowanego samochodu. Nie chodziło nawet o to, że już na pierwszy rzut oka miałby stwierdzić, że cokolwiek zmieniło się na gorsze. Na pewno też nie spodziewał się tego, że zastanie miasto choćby odrobinę podobne do tego, jakie znał ze swojej ostatniej wizyty w nim. Mimo wszystko... chyba faktycznie była w tym pewna doza rozczarowania.
I dodatkowo niezadowolenie, z jakim spojrzał w niebo, kiedy na samym wstępie Nowy Orlean postanowił przywitać ich deszczem. Dopiero pytanie czarownicy skłoniło go do tego, by spojrzeć w jej stronę i przy okazji odpuścić ewentualny komentarz tyczący się pogody, czy też miasta w jego nowym wydaniu.
- Czemu cię to interesuje? - rzucił w pierwszej chwili, unosząc brwi z mieszaniną rozbawienia i zaskoczenia jej pytaniem. Dopiero spojrzenie zawieszone na krótko na beztroskiej parze nadało słowom Mary pewnego kontekstu.
- Kiedyś - stwierdził w końcu, wzruszywszy ramionami i nawet nie kryjąc tego, że jego odpowiedź nie była poprzedzona jakąkolwiek refleksją. Nie zastanowił się nad tym ani przez moment, bardziej chcąc chyba zbyć pytanie, niż faktycznie na nie odpowiadać. - Ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek skończyło się to dobrze. Twoje stanie na deszczu też pewnie skończy się nie najlepiej, więc z następnymi głębszymi refleksjami może przeniesiesz się jednak pod jakiś dach?
Jeżeli wcześniej miała jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że swoją odpowiedzią ją po prostu zbywał, to teraz powinna być już tego zupełnie pewna. Zwłaszcza, że dalsza część jego wypowiedzi okraszona była już półuśmiechem, który pojawił się jeszcze w momencie, kiedy wspominał o braku pozytywnego zakończenia jakiejś ewentualnej miłości z przeszłości. Kończąc zaś ostatnie zdanie, po prostu objął czarownicę jedną ręką w pasie, tym samym zmuszając ją do ruszenia się z miejsca, by rzeczywiście znaleźć jakieś schronienie przed deszczem.
 
   Podziel się na:  
Mary Rosenthal








Wysłany: 15 Listopad 2017   
  
Mary Rosenthal

  

  
  
  
czarownik  ✕
19 lat/a    ✕
czaruje   ✕
magie

  



Zupełnie nie przeszkadzał jej padający rzęsiście deszcz. Ulewa w tym momencie była dla niej najmniejszym problemem, w końcu miała większe zmartwienie na głowie. Mokre włosy i przemoknięta bluza sprawiały dziewczynie swego rodzaju przyjemność. Uniosła głowę do góry i wpatrywała się dłuższą chwilę w niebo, po którym goniły legiony czarnych chmur. Zaraz potem ponownie przeniosła wzrok na zakochaną parę nieznacznie się uśmiechając. Chciałaby móc poczuć się w tym momencie tak beztrosko jak oni, ale kłebiąca się w głowie myśl o nadchodzącej śmierci nie pozwalała jej na to. Kątem oka zerknęła też na Kola, który tak jak myślała nie odczuwał potrzeby dzielenia się z nią swoim życiem uczuciowym i uraczył ją krótką i mało konkretną odpowiedzią, ale czy oczekiwała od niego czegoś więcej? Raczej nie.
- Ot ludzka ciekawość, której zresztą nie zaspokoiłeś wystarczająco- wzruszyła ramionami równocześnie cmokając zabawnie ustami.
- Ale nie ważne- wtrąciła po chwili i machnęła niedbale ręką. Nie było sensu dalej drążyć tematu skoro on nie miał na to ochoty. Pewnie, gdyby jednak zechciał opowiedzieć jej historie swojej miłości, to z zaciekawieniem by jej wysłuchała i przynajmniej na chwilę jej uwaga zostałaby skupiona na czymś innym, niż na rozmyślaniu o zbliżającym się nieuchronnie momencie dokończenia rytuału, ale przecież nic na siłę, nie zamierzała go w żadnym wypadku do niczego przymuszać.
- Czym, że jest deszcz w obliczu śmierci?- uniosła ręce ręce ku górze i cicho westchnęła ponownie wpatrując się w niebo. Zabrzmiała zabawnie, co najmniej jak jakiś filozof zastanawiający się nad sensem ludzkiego życia, bo w końcu i tak przecież wszystko sprowadzało się do jednego, czyli do śmierci. Uśmiechnęła się pod nosem i zmuszona do ruszenia się z miejsca powędrowała w stronę pobliskiej kamienicy w której mieszkała. Nie miała stuprocentowej pewności, że jej matka nie żyje, więc teraz miała idealną okazję do tego, żeby upewnić się w swoich podejrzeniach. Minąwszy odrapane, pokryte kilkoma warstwami łuszczącej się farby drzwi wejściowe, weszli w ciemną klatkę schodową. Drewnianymi schodami, które przy każdym stawianym na nie kroku głośno trzeszczały udali się na górę i zatrzymali przed drzwiami mieszkania czarownicy. Zdecydowanym ruchem zapukała w nie kilkukrotnie i z niecierpliwieniem czekała na to, aż ktoś je otworzy. Gdzieś w głebi jej serca tliła się nadzieja, że za chwilę ujrzy swoją matkę, jednak tak się nie stało. Drzwi nadal pozostawały zamknięte, a to oznaczało, że w środku nikogo nie było i tak naprawdę nikt bez zaproszenia, oprócz samej Mary nie mógł tam wejść, mieszkanie było chronione specjalnym zaklęciem, które blokowało dostęp każdej istocie żyjącej na tym świecie, nie tylko wampirom. Nabrała powietrza w płuca i trzymając ręce na klamce wypowiedziała odpowienią inkantację umożliwiającą dostanie się do środka. Nacisnęła klamkę i niepewnym ruchem przekroczyła próg mieszkania, w którym było zupełnie ciemno i panowała kompletna cisza. Dłonią odszukała włącznik światła i cicho westchnęła wciskając go. Sama nie wiedziała, czego powinna się była spodziewać. Rzeczy wywróconych do góry nogami? Rozprutych kanap i rozbitego telewizora? To było niemożliwe. Prześlizgnęła się czujnym spojrzeniem po uporządkowanym, ale pełnym kurzu wnętrzu. Wszystko było na swoim miejscu, tak jak 3 lata temu, w dzień rytuału kiedy wychodziły na cmentarz.. Poduszki na kanapie leżały dokładnie tak, jak zawsze, filiżanka z której kawę piła matka dziewczyny stała na stole w kuchni, tak jak tamtego dnia. Nic się nie zmieniło, wszystko było na swoim miejscu w nienaruszonym stanie. Kręciło ją w nosie od dziwacznej mieszaniny kurzu i stęchlizny unoszących się w mieszkaniu. Podeszła do okna szeroko je owierając i tym samym wpuszczając trochę świeżego powietrza. Po dłuższej chwili zorientowała się, że przecież Kol wciąż stoi przed wejściem nie mogąc dostać się do środka.
- Wejdź- rzuciła z uśmiechem zapraszając go do mieszkania. - Nie jest tu może przyjemnie, ale za to całkiem bezpiecznie- dodała chwytając w dłoń diabelską gwiazdę, jakiś czarnomagiczny przedmiot, który nawet nie wiedziała dokładnie do czego służył.
_________________
Mary Rosenthal
'I'll put a spell on you, You'll fall asleep and I'll put a spell on you. And when I wake you, I'll be the first thing you see, And you'll realise that you love me'.
[mru]
 
   Podziel się na:  
Kol Mikaelson








Wysłany: 15 Listopad 2017   
  
Kol Mikaelson

  

  
  
  
wampir  ✕
22 lat/a    ✕
sianie zamętu   ✕
me

  



Nie, jakoś zupełnie nie czuł potrzeby rozwodzenia się na temat jakichkolwiek swoich historii miłosnych. Fakt, dość oczywistym było, że żyjąc tych kilka stuleci musiał w którymś momencie kogoś pokochać, może nawet zdarzyło się to kilkakrotnie, jednak... niekoniecznie miał zamiar uzewnętrzniać się w tym temacie na widok jakiejś zakochanej pary. Zresztą, w zasadzie wcale nie kłamał twierdząc, że żadna z tych ewentualnych historii nie skończyła się dobrze, więc tym bardziej nie było o czym mówić.
Poza krótkim parsknięciem śmiechem i dość pobłażliwym pokręceniem głową, postanowił nie komentować też filozoficznego stwierdzenia czarownicy. Choć pewnie mógłby wtrącić coś na temat tego, że przynajmniej nie musiałaby umierać z katarem, czy innymi symptomami przeziębienia. Jak jednak stwierdził wcześniej... jakiekolwiek dalsze głębokie refleksje i przemyślenia wolał przenieść pod dach. Bo w końcu może i sam nie musiał martwić się tym, że mógłby się rozchorować przez stanie na deszczu, jednak wcale nie oznaczało to, że lubił bezsensownie moknąć.
Wszedł razem z Mary do kamienicy, z pewną ciekawością rozglądając się po niezbyt zachęcającej klatce schodowej. Nie był do końca przekonany, czy udawanie się w miejsce, gdzie wcześniej mieszkała czarownica było najlepszym pomysłem, jednak... jak na razie postanowił tego nie kwestionować. Wprawdzie wolałby nie natknąć się niespodziewanie na inne wiedźmy, chcące w trybie natychmiastowym uśmiercić Mary i dokończyć swój rytuał, ale z drugiej strony... takie ryzyko istniało niezależnie od tego, gdzie postanowiliby się zatrzymać. Oczywistym było, że prędzej czy później i tak dowiedzą się o jej powrocie do miasta, więc jedynym wyjściem było chyba tylko to, by być w każdej chwili gotowym na spotkanie z nimi.
Kiedy czarownica weszła do mieszkania, po prostu oparł się ramieniem o futrynę drzwi wejściowych, nawet nie próbując wchodzić za nią. Miał w swoim życiu wystarczająco wiele lat na upewnienie się, że w większości przypadków i tak kończyło się to niepowodzeniem i że lepiej było cierpliwie zaczekać nawet na to, aż Mary skończy swoje niespieszne zwiedzanie dawnego lokum. Mimo wszystko... wciąż był sobą i wciąż nie należał do najcierpliwszych istot na świecie. Już więc miał nawet sugestywnie odkaszlnąć, żeby przypomnieć o swojej obecności, kiedy jednak w porę dziewczyna przypomniała sobie o tym sama. Pokusił się nawet o niezbyt szczery uśmiech po jej zaproszeniu, mający być niczym innym jak po prostu zastępstwem wypowiedzianego na głos komentarza dotyczącego jej braku pośpiechu.
Przeszedłszy przez próg i podchodząc w stronę czarownicy, przejechał palcem po blacie mijanej akurat szafki, zostawiając na nim wyraźną linię wyrysowaną w kurzu. Raczej nie dało się nie zauważyć, że nikogo nie było tutaj od dłuższego czasu. Teoretycznie mogłoby to sugerować, że Mary miała rację w kwestii ewentualnego bezpieczeństwa, chociaż co do tego wciąż nie był w stu procentach przekonany. W zasadzie już nawet chciał coś w tym temacie dodać, kiedy jego spojrzenie padło na przedmiot, który trzymała w ręku, co w jednej chwili wywołało na jego twarzy uśmiech. Mimo wszystko dobrze było wiedzieć, że coś po nim jednak zostało w tym mieście.
- Zostaw, bo zrobisz sobie krzywdę - owszem, celowo zadbał o to, żeby zabrzmiało to jak słowa kierowane do dziecka, które uznało, że zabawa nożem to świetna zabawa. Przy okazji w kilku krokach podszedł do niej, żeby bezceremonialnie wyciągnął jej gwiazdę z ręki i przyjrzeć się jej uważniej. - Albo popsujesz, nie wiem co gorsze.
Spojrzał na nią, kolejnej wypowiedzi również nadając ton żartobliwo-złośliwy.
- Nie chciałabyś się nią skaleczyć, chociaż to chyba powinnaś wiedzieć, trzymając takie rzeczy w domu. Właściwie... skąd ją masz? - beztrosko obrócił gwiazdę w palcach, na krótko znów zawieszając na niej spojrzenie, by po chwili przenieść je ponownie na czarownicę. Miał świadomość tego, że przez ostatnie stulecie wszystkie stworzone przez niego i nowoorleańskie czarownice przedmioty musiały krążyć po mieście, jednak ciekaw był, jak ten kolejny trafił w ręce Mary. Zwłaszcza, że nie wyglądała, jakby była w pełni świadoma, że była w posiadaniu - przynajmniej do niedawna, bo aktualnie raczej nie miał zamiaru oddawać jej gwiazdy - czegoś, do powstania czego przyczynił się właśnie Kol.
 
   Podziel się na:  
Mary Rosenthal








Wysłany: 15 Listopad 2017   
  
Mary Rosenthal

  

  
  
  
czarownik  ✕
19 lat/a    ✕
czaruje   ✕
magie

  



W zasadzie nie rozważała w ogóle tego, że zatrzyma się w jakimś innymi miejscu, jeżeli jej rodzinne mieszkanie okaże się być puste. Tą decyzje podjęła już wcześniej i nie zamierzała jej w żadnym wypadku zmienić. A skoro w środku nie bylo żywego ducha to postanowiła, że zostaną właśnie tutaj bez względu na to jakie zdanie będzie miał na ten temat Kol, który uraczył ją dość nieszczerym uśmiechem, kiedy wchodził do mieszkania. Myślała, że przez tyle lat egzystencji zdążył nauczyć się cierpliwości i kilka minut w tą czy w tą nie robiło mu jakiejś wielkiej róznicy, ale jak widać myliła się.
- Przestaniesz traktować mnie jak małą dziewczynkę?- zapytała z wyraźnie słyszalnym oburzeniem w glosie, kiedy wyjął z jej ręki gwiazde. I nawet chciała wtrącić, że w przeciwieństwie do niego ona cały czas się starzeje i nie zatrzymała się też w rozwoju - co nie znczyło, że miała go za jakiegoś niedorozwiniętego czy coś - jednak postanowiła przemilczeć ten dość oczywisty fakt, z którego doskonale powinien sobie zdawać sprawę.
- Właściwie nie mam pojęcia co robi tu ta gwiazda- przyznała wzruszając ramionami.
- Widzę ją może drugi raz w życiu- dodała po chwili zastanowiena uważnie się jej przyglądając. I chyba rzeczywiście był to drugi raz, kiedy miała ją przed oczami. Jej matka skrzętnie broniła dostępu do wszelakich magicznych przedmiotów znajdujących się w domu, które mogłyby dostać się w ręce młodziutkiej wtedy i niedoświadczonej czarownicy, o działaniu ktorych nie miała pojęcia.
- Należała do mojej matki. Nie wiem w jaki sposób weszła w jej posiadanie, ale skoro nie żyje, to raczej się tego nie dowiemy- stwierdziła marszcząc delikatnie czoło, przy okazji będąc zupełnie niewzruszoną faktem, że jej matka rzeczywiście nie żyje. Przez te kilka lat przebywania z dala od domu, dość dobrze zdołała sobie przyswoić myśl, że może jej już nigdy nie zobaczyć.
- A po co ci ta informacja? Masz jakiś związek z tą gwiazdą?- zapytała zaraz unosząc brwi w geście zaciekawienia, bo zdażyła się zorientować, że Kol posiada na temat tego przedmiotu znacznie większą wiedzę niż ona. Nie czekając jednak na jego odpowiedź zdjęła swoją przemoczoną bluzę i odrzcucila gdzieś na bok przyglądając się mokrej koszulce przylegającej skrzętnie do jej ciała. Nie robiąc sobie zupełnie nic z tego, że wygląda jak zmokła kura, usiadła na pokrytej dość sporą warstwą kurzu kanapie i dość nerwowo zacisnęła dłonie na swoich kolanach.
- Nawiązując jednak do tego po co tutaj przyjechaliśmy...- przerwała na chwilę przełykając głośno ślinę.- Musimy przekonać którąś czarownicę ze starszyzny, do dokończenia rytuału i znaleźć pozostałe ciała zabitych poprzednio dziewcząt- powiedziała przeczesując placami swoje mokre włosy. Koniecznie musiała być to czarownica pochodząca ze straszyzny bo w innym wypadku rytuał by się nie powiódł. Niestety miała przeczucie, że przekonać którąś z nich będzie bardzo trudno.
_________________
Mary Rosenthal
'I'll put a spell on you, You'll fall asleep and I'll put a spell on you. And when I wake you, I'll be the first thing you see, And you'll realise that you love me'.
[mru]
 
   Podziel się na:  
Kol Mikaelson








Wysłany: 16 Listopad 2017   
  
Kol Mikaelson

  

  
  
  
wampir  ✕
22 lat/a    ✕
sianie zamętu   ✕
me

  



Fakt, że coś sobie postanowiła, wcale nie oznaczał jeszcze, że faktycznie tak musiało być. Co prawda póki co Kol nie zamierzał zgłaszać swoich obiekcji co do wybranego przez nią miejsca, jednak wystarczyłoby przypomnieć sobie, że wcześniej Mary postanowiła jechać do Nowego Orleanu sama. A jeszcze wcześniej, że nawet nie przyzna się do planowanego wyjazdu. Jak się okazywało - coś w kwestii tych postanowień poszło jednak nie tak.
- Nie, raczej nie. Może za parę lat - uśmiechnął się w odpowiedzi na jej oburzenie, przy okazji chowając gwiazdę do kieszeni kurtki. Widocznie na stałe zmieniła już właściciela. Albo raczej po prostu wróciła do pierwszego właściciela.
Zastanowił się przez chwilę, próbując przypomnieć sobie, czy podczas swojej poprzedniej wizyty w Nowym Orleanie poznał kogoś, kto mógłby okazać się przodkiem Mary. Właściwie... było to nawet całkiem prawdopodobne. Równie prawdopodobne było jednak też to, że stworzone przez niego i czarownice przedmioty po prostu krążyły po mieście, przez ostatnie stulecie na pewno dość często zmieniając właścicieli. W zasadzie nie było niczym dziwnym to, że w mieszkaniu zajmowanym wcześniej przez czarownice znajdował się jeden - albo więcej? - z nich.
- To jedna z pamiątek zostawionych przeze mnie podczas ostatniej wizyty w mieście. Dobrze wiedzieć, że nie przepadły zupełnie - wyjaśnił krótko i raczej niekompletnie, jaki miałby mieć związek z gwiazdą. Właściwie dość interesującym było to, co mogło stać się z pozostałymi przedmiotami. Chociaż... w tej chwili niestety warto było zająć się pilniejszą sprawą, dla której faktycznie przyjechali do Nowego Orleanu i do której nawiązała Mary w swojej kolejnej wypowiedzi. Szukanie pamiątek można było odłożyć na później.
- Przekonanie którejś z nich do dokończenia rytuału będzie raczej dość łatwe. Problem może być z tym, żeby faktycznie zakończył się on szczęśliwie dla wszystkich uczestników - raczej nietrudno było się domyślić, że jedynym uczestnikiem, który mógłby wyjść na tym niezbyt dobrze była Mary. - Jakaś podpowiedź, kto aktualnie mógłby być członkiem starszyzny? Zakładam, że w tym temacie jesteś mimo wszystko trochę bardziej na czasie.
Po krótkim zastanowieniu usiadł na poręczy zajmowanej przez czarownicę kanapy. Co prawda ilość kurzu niezbyt do tego zachęcała, ale mimo wszystko... lepsze to niż stanie na środku pomieszczenia.
- I zapomniałaś o podziale zadań. Ty zajmiesz się na razie siedzeniem tutaj i udawaniem, że cię nie ma, a ja przekonywaniem czarownic - dodał na koniec, trochę w temacie traktowania jej jak dziecko, a trochę odnosząc się jednak do zdrowego rozsądku. Nie chciałby raczej dopuścić do sytuacji, w której jakiekolwiek próby negocjacji można byłoby sobie odpuścić, bo nowoorleańskie czarownice po prostu przechwyciłyby Mary, kończąc rytuał w najwygodniejszy dla siebie sposób i pozbywając się jej po wszystkim.
 
   Podziel się na:  
Mary Rosenthal








Wysłany: 17 Listopad 2017   
  
Mary Rosenthal

  

  
  
  
czarownik  ✕
19 lat/a    ✕
czaruje   ✕
magie

  



Za parę lat? Doprawdy? Wywróciła oczami, kręcąc z niedowierzaniem głową i nie komentując jego słów w żaden sposób, żeby niepotrzebnie nie podnosić sobie ciśnienia. Może po prostu potrzebował jakiegoś niezbitego dowodu na to, że nie jest już małą dziewczynką, tylko kobietą, bo wciąż zdawał się ją traktować jak jakaś dziesięciolatkę. Ale wcale nie miała ochoty nic mu udowadniać, bo przecież wiedziała lepiej, że nie jest już dzieckiem i on też powinien sobie to w końcu gdzieś zakodować. Fakt, nadal była bardzo młoda, ale to nie znaczyło, że wciąż trzeba było ją niańczyć.
Zaraz po chwili zmrużyła też oczy widząc, jak Kol chowa gwiazdę do kieszeni i popatrzyła na niego wzrokiem w stylu Ej oddawaj, to moje , ale i tego zachowania nie skomentowała, bo nie widziała najmniejszej szansy w tym, żeby ta gwiazda ponownie wróciła w jej ręce, skoro on sobie już ją przywłaszczył i pewnie nie miał zamiaru jej też oddać.
- Biorąc pod uwagę, że mam więcej takich pamiątek, to nie, nie przepadły. Ale mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie.- postanowiła uciąć na jakiś czas ich rozmowę o czarnomagicznych przedmiotach i skupić się na tym po co tutaj faktycznie przyjechali.
Zastanowiła sie przez chwilę, czy któraś z czarownic starszyzny mogłaby przeżyć ostatnie żniwa, ale żadne nazwisko nie przyszło jej do głowy.
- Byłabym na czasie, gdyby wciąż żyły, ale większość z nich zginęła 3 lata temu z rąk Elijah albo jego wampirów. Obecnie nie mam pojęcia, które z czarownic są członkami starszyzny, ale skontaktuj się z wiedźmą Deveraux, ona powinna wiedzieć na ten temat nieco więcej. I myślę, że chętnie podzieli się z tobą potrzebnymi informacjami, zwłaszcza, że jej siostra była jedną z uczestniczek żniw i zakładam, że znów chciałaby zobaczyć ją żywą.- dała mu dość wyraźną wskazówkę, co do tego gdzie powinien się udać w poszukiwaniu pomocy i to chyba byłoby na tyle co mogła w tej sprawie zrobić. Zwłaszcza, że zaraz postanowił dać jej do zrozumienia, że sam wszystkim się zajmie, a ona może co najwyżej tutaj trochę posprzątać i to nie robiąc przy tym zbyt wielkiego hałasu, bo przecież miała udawać, że wcale jej tu nie ma! Chciała nawet coś wtrącić, na temat tego dokonanego przez niego podziału zadań, ale przeszkodził jej w tym wibrujący telefon, którego zwinnym ruchem wyjęła z kieszeni spodni.
- Gdzie jesteś? Elijah.- przeczytała na głos otrzymaną wiadomość i spojrzała niepewnie na Kola.
- Chyba ktoś właśnie wrócił do Mystic Falls. Niedobrze.- pokręciła głową, nerwowo zaciskając palce na wyświetlaczu telefonu. - A to znaczy, że zaraz zacznie mnie szukać.- westchnęła głęboko spuszczając głowę w dół, bo sprawy zaczęły się nieco komplikować. Kwestią czasu było, jak Elijah dowie się, że zarówno Kol i Mary przebywają w Nowym Orleanie i będzie próbował ich odszukać.
_________________
Mary Rosenthal
'I'll put a spell on you, You'll fall asleep and I'll put a spell on you. And when I wake you, I'll be the first thing you see, And you'll realise that you love me'.
[mru]
 
   Podziel się na:  
Kol Mikaelson








Wysłany: 17 Listopad 2017   
  
Kol Mikaelson

  

  
  
  
wampir  ✕
22 lat/a    ✕
sianie zamętu   ✕
me

  



Właściwie dość wyraźnie zauważał fakt, że Mary nie była już dzieckiem, a kobietą. Mimo wszystko... traktowanie jej jak kilkulatki było wyrazem zwykłej przekory i jak na razie nie miał najmniejszego zamiaru sobie tego odpuszczać. Chyba po prostu działanie jej na nerwy było zbyt ciekawą rozrywką, żeby tak po prostu z niej rezygnować.
I oczywiście, że nie miał zamiaru oddawać jej gwiazdy. Przy okazji zupełnie ignorując jej wymowne spojrzenie i tylko przez krótką chwilę mając ochotę mimo wszystko pociągnąć nieco temat pozostałych przedmiotów, które podobno były w jej posiadaniu. Mimo wszystko jednak... miała rację w kwestii tego, że aktualnie mieli pilniejsze sprawy na głowie. Chęć zaspokojenia ciekawości mogła więc nieco poczekać, a póki co chyba rzeczywiście powinni zająć się sprawą niedokończonych żniw.
- Dobrze się składa. Jeżeli chce odzyskać siostrę, to powinna nam pomóc. I przy okazji może wiedzieć, gdzie znajdują się ciała pozostałych czarownic - stwierdził, rzeczywiście mając zamiar dotrzeć do wspomnianej przez nią czarownicy. Zanim jeszcze zdążyłby dodać coś jeszcze, odezwał się telefon Mary, a treść przeczytanej przez nią wiadomości sprawił, że Kol wymownie wywrócił oczyma. Przy okazji przechylił się, żeby wyciągnąć jej telefon z ręki, jakby osobiście musiał przeczytać smsa - tak na wypadek, gdyby miało się w nim znaleźć coś jeszcze godnego uwagi. Nie znalazło się, więc po prostu podał jej telefon z powrotem. Chociaż przez moment kusiło go, żeby zadzwonić do brata i na swój sposób przekazać mu, żeby nie wtrącał się w próby naprawiania jego błędów. Ostatecznie jednak... nie było potrzeby, żeby tę sytuację komplikować jeszcze bardziej.
- Świetne wyczucie czasu. Jesteś w Sunsetrose ze mną, przynajmniej straci trochę czasu - stwierdził, podpowiadając jej ewentualną odpowiedź. W końcu brak jakiejkolwiek też pewnie byłby alarmujący w mniemaniu Elijah, a prawdziwej wersji z oczywistych względów nie mogła mu przekazać. - Ale i tak nie mamy go za dużo, więc mam nadzieję, że ta Deveraux albo ktoś kto ją zna nie kładzie się spać zbyt wcześnie.
W porządku, pora była naprawdę dość późna i szanse na to, że uda mu się coś zdziałać jeszcze teraz były niewielkie, ale... warto było spróbować. Najlepiej zanim jego brat miałby jakimś cudem odkryć, że jest razem z Mary w Nowym Orleanie i zanim zdążyłby się jakkolwiek wtrącić. Dlatego też, nie tracąc niepotrzebnie czasu, podniósł się ze swojego miejsca, rzeczywiście mając zamiar poszukać jakichś informacji jeszcze teraz.
 
   Podziel się na:  
Mary Rosenthal








Wysłany: 17 Listopad 2017   
  
Mary Rosenthal

  

  
  
  
czarownik  ✕
19 lat/a    ✕
czaruje   ✕
magie

  



Nie miała żadnych wątpliwości co do tego, że czarownica Deveroux będzie chciała odzyskać swoją siostrę, w końcu to jedna z najbliższych jej osób, a do tego podobno były ze sobą bardzo związane i zżyte. Sam fakt, że próbowała nie dopuścić do rytuału rzucając się na czarownicę starszyzny, która owy rytuał przeprowadzała świadczył o jej miłości do siostry. I tak cud, że wyszła z tego cało o czym kiedyś wspomniał jej Elijah.
- Może wiedzieć, ale nie musi. Tutejsze czarownice ze starszyzny na pewno dość dobrze ukryły ciała rzucając milion chroniących zaklęć- stwierdziła opierając się plecami o kanape. Nie wspomniała mu też o dość istotnym fakcie, że moc Devereux jest uśpiona i gdyby jednak okazało się, że nie wie gdzie są ciała, to nawet nie pomoże mu ich zlokalizować, bo po prostu nie może czarować. W takim wypadku będzie musiał poszukać sobie innej czarownicy, ale dla niego to chyba żaden problem.
Zirytowała się mocno, kiedy Kol zabrał jej telefon. Syknęła ze złością przez zaciśnięte zęby, patrząc na niego niezbyt przychylnym okiem. Coraz bardziej naruszał jej prywatność. Najpierw ciągłe zakazy w stylu, nigdzie sama nie pojedziesz , nigdzie się stąd nie ruszysz, będziesz tu grzecznie siedzieć, bla bla bla, a teraz jeszcze czytał jej wiadomości, chyba już trochę przesadzał z tym ciągłym kontrolowaniem i mówieniem jej co ma robić, Mógłby okazać jej choć trochę zaufania, tymczasem czuła się prawie jak jego niewolnica, która bez jego zgody nie może nic zrobic, Nie mniej jednak, kiwnęła głową i napisała Elijah tak jak jej poradził, bo sama nie wiedziała jaką mu ma dać odpowiedź, a granie na czasie w tym przypadku było jak najbardziej wskazane. Więc jak będzie ich szukał w Sunsetrose, to faktycznie straci trochę czasu, chyba, że od razu poleci do jakiejś czarownicy prosząc ją, żeby ich namierzyła, wtedy no cóż, może pokrzyżować im wszystkie plany.
- Nawet jeśli już śpi, to będziesz zmuszony ją obudzić. Wcześniej pracowała w barze Rousseau's, więc możesz jej tam poszukać- i mimo, że nie miała żadnej pewności, co do tego, że nadal tam pracuje, to jednak warto byłoby sprawdzić to miejsce w pierwszej kolejności, a nuż ją tam zastanie i zaoszczędzi trochę czasu na zbędnych poszukiwaniach.
- I nie wracaj, jeśli nie będziesz miał dla mnie dobrych wieści, wolę umrzeć w samotności- rzuciła jeszcze zanim wyszedł, zaś sama podeszla do otwartego okna by zaczerpnąć rześkiego powietrza.
_________________
Mary Rosenthal
'I'll put a spell on you, You'll fall asleep and I'll put a spell on you. And when I wake you, I'll be the first thing you see, And you'll realise that you love me'.
[mru]
 
   Podziel się na:  
Kol Mikaelson








Wysłany: Dzisiaj 17:02   
  
Kol Mikaelson

  

  
  
  
wampir  ✕
22 lat/a    ✕
sianie zamętu   ✕
me

  



Nie wątpił w to, że czarownice ze starszyzny zadbały o skuteczne ukrycie ciał uczestniczek żniw. Prawdopodobnie zadbały również o to, by te przez ostatnie trzy lata zachowały się w nienaruszonym stanie. Bo raczej nietrudno było się domyślić, że nowoorleańskie czarownice nie zrezygnowały tak po prostu z przeprowadzenia rytuału, kiedy już przeszkodził im w tym jego brat. W końcu bez tego zagrożone było nie tylko życie Mary - którym starszyzna zapewne najmniej się przejmowała - ale cała magia Nowego Orleanu. A to dla społeczności czarownic musiało być znacznie istotniejszym problemem. I właśnie w związku z tym Kol liczył na to, że chęć dokończenia rytuału okaże się w mniemaniu starszyzny pilniejsza niż chęć ukarania Mary za to, że - niezupełnie z własnej woli - uniemożliwiła dokończenie żniw za pierwszym razem.
- Postaraj się tylko nie umierać za szybko - rzucił w odpowiedzi na jej ostatnie stwierdzenie, uraczywszy ją przed wyjściem półuśmiechem.

I chyba miał rację w tym swoim stwierdzeniu, bo rzeczywiście nie było go dłuższy czas. Słońce dawno już zdążyło wstać, kiedy wrócił do mieszkania, w którym miała czekać Mary. Jeszcze przed przekroczeniem progu miał pewne obawy w związku z tym, czy aby na pewno po drugiej stronie drzwi miałby zastać to, czego sobie życzył. Czyli na przykład żywą czarownicę. Zwłaszcza, że od momentu wyjścia z mieszkania, nie był do końca przekonany co do tego, czy zostawianie jej samej faktycznie było najlepszym wyjściem. Mimo wszystko... kiedy alternatywą było co najwyżej ciąganie jej za sobą po Nowym Orleanie, to chyba po prostu nie miał wyboru. Na jego szczęście dotarcie do wspomnianej przez Mary czarownicy nie było wcale aż tak trudne, jak można byłoby się z początku spodziewać. Rzeczywiście zastał ją w wymienionym klubie, co znacznie skróciło ewentualne poszukiwania. Co jednak istotniejsze - również przekonanie jej do współpracy przebiegło całkiem gładko. Na tym jednak lista sukcesów się kończyła. Faktycznie bowiem Deveroux nie była w stanie pomóc mu, jeśli chodziło o zlokalizowanie ciał dziewczyn zabitych w niedokończonym rytuale. Nie pomogła mu też w znalezieniu kogokolwiek ze starszyzny, twierdząc, że lepiej będzie, jeśli to właśnie ona się do nich zgłosi. Właściwie... trudno byłoby się z tym nie zgodzić - jakkolwiek całkiem niezłe relacje łączyły go z tutejszymi czarownicami przed stu laty, to jednak trudno byłoby oczekiwać, że taki stan rzeczy miałby się utrzymywać. Zwłaszcza, że tamte czarownice dawno już nie żyły, z kolei te współczesne niezbyt przychylnie podchodziły do wampirów.
Mimo wszystko... udało mu się zdziałać przynajmniej tyle, że rzeczywiście mieli już jakieś poparcie wśród przedstawicielek czarownic.
- Dobra wiadomość - nie musisz umierać w samotności - zaczął od progu, nasłuchując przy okazji, czy aby przypadkiem z tymi wieściami nieco się nie spóźnił. - Deveraux ma zamiar przekazać starszyźnie, że mogą dokończyć żniwa i przy okazji wspomnieć im coś o tym, że zabijanie cię na dobre nie będzie wcale najlepszym pomysłem.
W porządku, nie do końca ufał ledwie poznanej czarownicy, ale z drugiej strony... przecież nie miał zamiaru wysyłać Mary w ręce czarownic samej. Jak zapowiedział już wcześniej - zamierzał osobiście dopilnować, żeby wszystko przebiegło zgodnie z oczekiwaniami i żeby mógł później razem z żywą Mary wrócić do Mystic Falls. Najlepiej zanim Elijah miałby się zorientować, że poniosło ich jednak trochę dalej niż do Sunsetrose.
- O ile nie zmieniłaś zdania, możemy iść cię poświęcić - dodał, co właściwie faktycznie mogłoby zabrzmieć dość optymistycznie i wcale nie tak, jakby mimo wszystko miał pewne wątpliwości co do tego, czy faktycznie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Ostatecznie jednak... chyba nie mieli innego wyjścia niż po prostu zaryzykować.
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





ATTENTION, BITCHES!
Uwaga, uwaga! Jegomoście i drogie panie, pochodzący z odległych krain! Otóż ten gustowny (NIE KŁÓĆ SIĘ ZE MNĄ!) wygląd został dostosowany do przeglądarki Google Chrome, którą można sobie pobrać (ZA DARMO!) z internetów i cieszyć się idealnością ów forum (NIE KŁÓĆ SIĘ ZE MNĄ! ... bo mi będzie przykro :( )
SZANOWNI PARTNERZY!
Czy wiesz, że możesz zawrzeć z nami partnerstwo i cieszyć się darmowym iPhonem, który wyślemy Ci w przeciągu 7 dni? Nie? ... no to masz rację. iPhone'a nie dostaniesz (tym lepiej dla Ciebie, lol), ale co do partnerstwa to mówiłam prawdę - a ja zawsze mówię prawdę, bo jestem tabelką w stopce forum. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej KLIKEJ TUTEJ. #NOSCAM #YOLO